Książka jest gruba, ale na szczęście ma dużą czcionkę, więc nie miałam żadnego kłopotu z jej przeczytaniem. Dla mnie jest to ogromny plus, ponieważ noszę już okulary, a moja wada pogarsza się z roku na rok. Dlatego książka z dużą czcionką, to ogromne ułatwienie i odciążenie oczu.
Pisarka stworzyła powieść na pozór sztampową. Kobieta zostaje porzucona dla młodszej wersji. Zostaje sama z synem. Wkrótce traci pracę. Skąd ma wziąć pieniądze na utrzymanie siebie i syna? Okazuje się, że pomimo wykształcenia i doświadczenia, nie może znaleźć pracy, ani w prasie ani w telewizji. W desperacji, podejmuje się pracy jako woźna. Od tej chwili jej życie diametralnie się zmienia. Musi się na każdym kroku pilnować, by nie zdradzić swojego wykształcenia. Przecież według stereotypu woźne są tępe, nie potrafią bezbłędnie pisać. Poza tym muszą usługiwać dyrektorce szkoły. A ta, jest wyjątkowo wredna i niemiła. Czepia się każdego szczegółu, nie potrafi się uśmiechnąć. Dobrze, że bohaterka znajduje wsparcie i pomoc wśród innych pracownic. Sama chętnie im pomaga. Szybko zawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Kim jest tajemniczy konserwator, pracujący w szkole? Tak zwana "złota rączka"? To człowiek, który wyciąga do bohaterki pomocną dłoń. Próbuje naprawić jej relacje z 11-letnim synem. Wszyscy zaczynają tworzyć jedną, wielką rodzinę.
Ta powieść, jak wspomniałam nie jest sztampowa. Nie jest tradycyjnym romansem, powieścią kryminalną ;) Próbuje za to walczyć ze stereotypami. W tym przypadku z tymi, które dotyczą pracowników szkoły.
Jest to powieść, która daje nadzieję...Nadzieję na zmianę życia na lepsze. Pokazuje, że marzenia mogą się spełniać, w najmniej oczekiwanym momencie. I, że z każdej porażki można wyjść z podniesioną głową :) Pokazuje, że po burzy zawsze wychodzi słońce, a porażkę zawsze można zamienić w sukces.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz