niedziela, 22 września 2013

Jarhead

Niedzielne, leniwe popołudnie...To jest to, co najbardziej lubię. Ciepła herbatka, ciepła kołderka (tak, tak, jestem nią przykryta prawie po czubek nosa ;)) - żyć, nie umierać! :D Do tego wszystkiego jeszcze oczywiście książka. Tym razem czytam "Wyspę kłamstw" autorstwa Lisy Jackson i Nancy Bush. Zapowiada się ciekawie, ale dokładną relację zdam, gdy przeczytam całość.

Wiem, że mój blog dotyczy głównie książek. Ale wczoraj obejrzałam film, który wstrząsnął mną bardzo. Jest to "Jarhead: żołnierz piechoty morskiej". Film ukazuje losy żołnierzy, walczących w Iraku. Ukazuje głównie  ich zmagania samych z sobą. Bo przecież, daleko od rodziny i znajomych, można naprawdę oszaleć. Reżyser pokazuje to szaleństwo, pokazuje też, że niestety odległość i czas działa na niekorzyść związków. Żołnierze pustkę i samotność, zastępują suto zakrapianymi wieczorami (od czasu do czasu), zażywają tabletki, które pomagają im się zrelaksować. Niesamowite obrazy i muzyka dopełnia dzieła. Najciekawsza scena to ta, gdy płoną szyby naftowe. Niesamowity, ale i przerażający widok. Teraz, współczuję jeszcze bardziej żołnierzom walczącym na froncie. Końcowa scena doprowadziła mnie do łez. Rzadko się zdarza, ażeby jakikolwiek film budził we mnie aż takie emocje. Ten wzbudził. I naprawdę polecam. Obejrzycie koniecznie i podzielcie się ze mną opiniami ;)



poniedziałek, 16 września 2013

"50 twarzy Greya" E.L. James

Pierwszy wpis na moim blogu, miał dotyczyć, tak naprawdę właśnie tej serii. Niestety, zapomniałam o niej, ale nie na długo. Do dzisiaj ;)
Książka zrobiła nieprawdopodbne wrażenie na czytelnikach na całym świecie. Erotyczna, wyuzdana, hipnotyzująca. Takie przymiotniki padały najczęściej przy jej ocenie. Sama z ciekawości, sięgnęłam po pierwszy tom. W naszej bibliotece jeszcze go nie było, na szczęście koleżanka siostry, kupiła pierwsze dwa tomy i nam je użyczyła. Musiałam czytać sybko, bo w kolejce czekały inne dziewczyny ;)
Moje wrażenie...Cóż, I część była ciekawa. Poznajemy w niej studentkę Anastasię Steele, która przeprowadza wywiad z przedsiębiorcą- Christianem Greyem. Przystojny, inteligentny i błyskotliwy mężczyzna, wywiera na bohaterce piorunujące wrażenie. A ten, nie daje jej tak szybko o sobie zapomnieć. Już następnego dnia, zjawia się w sklepie, gdzie pracuje Ana i proponuje kolejne spotkanie. I tak, ze spotkania na spotkanie, rodzi się między nimi pożądanie, które u Christiana nie ma nic wspólnego z delikatnością. Proponuje bohaterce pakt (prawie, jak pakt z diabłem), na wspólne seksualne spotkania. Od momentu podpisania umowy, już nic nie będzie takie, jak przedtem. Czy dziewczyna rozkocha w sobie przystojniaka? Czy odkryje jego mroczne tajemnice? Przekonacie się, czytając kolejne części...
Sama pierwszą część przeczytałam bardzo szybko, z wypiekami na twarzy. Po kolejne, sięgnęłam z ciekawością. Niestety, bardzo się rozczarowałam. Jedynym plusem jest to, że Grey rozwiązuje zagadki z przeszłości, dzieli się swoimi demonami, stąd więc wiemy, dlaczego jest teraz tym, kim jest i skąd ma swoje zainteresowania. Trzecia część, sprawiła, że ziewałam z nudów. Mam nadzieję, że już nie pojawi się kolejna, naciągana książka.




Mimo wszystko, czekam na ekranizację serii. Zgodzę się z wyborem Dakoty Johnson na Anastasię, niestety w roli Chritiana nie spełni się Charlie Hunnam. Każda z nas, miała na pewno, różne wyobrażenia bohaterów. Dla mnie, ucieleśnieniem Greya byłby Matt Bomer.
Już teraz, trwają podpisy petycji, ażeby do filmowej wersji, został zatrudniony Matt Bomer i Alexis Bledel.
A co Wy sądzicie o takim wyborze? Jak się Wam podobała seria? :)



piątek, 13 września 2013

"Ja,pani woźna" Ewa Ostrowska

"Ja, pani woźna" to kolejna książka, którą przeczytałam szybko...w ciągu jednego dnia. Poleciła mi ją jedna z czytelniczek biblioteki, w której pracuję.
Książka jest gruba, ale na szczęście ma dużą czcionkę, więc nie miałam żadnego kłopotu z jej przeczytaniem. Dla mnie jest to ogromny plus, ponieważ noszę już okulary, a moja wada pogarsza się z roku na rok. Dlatego książka z dużą czcionką, to ogromne ułatwienie i odciążenie oczu.
Pisarka stworzyła powieść na pozór sztampową. Kobieta zostaje porzucona dla młodszej wersji. Zostaje sama z synem. Wkrótce traci pracę. Skąd ma wziąć pieniądze na utrzymanie siebie i syna? Okazuje się, że pomimo wykształcenia i doświadczenia, nie może znaleźć pracy, ani w prasie ani w telewizji. W desperacji, podejmuje się pracy jako woźna. Od tej chwili jej życie diametralnie się zmienia. Musi się na każdym kroku pilnować, by nie zdradzić swojego wykształcenia. Przecież według stereotypu woźne są tępe, nie potrafią bezbłędnie pisać. Poza tym muszą usługiwać dyrektorce szkoły. A ta, jest wyjątkowo wredna i niemiła. Czepia się każdego szczegółu, nie potrafi się uśmiechnąć. Dobrze, że bohaterka znajduje wsparcie i pomoc wśród innych pracownic. Sama chętnie im pomaga. Szybko zawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Kim jest tajemniczy konserwator, pracujący w szkole? Tak zwana "złota rączka"? To człowiek, który wyciąga do bohaterki pomocną dłoń. Próbuje naprawić jej relacje z 11-letnim synem. Wszyscy zaczynają tworzyć jedną, wielką rodzinę.
Ta powieść, jak wspomniałam nie jest sztampowa. Nie jest tradycyjnym romansem, powieścią kryminalną ;) Próbuje za to walczyć ze stereotypami. W tym przypadku z tymi, które dotyczą pracowników szkoły.
 Jest to powieść, która daje nadzieję...Nadzieję na zmianę życia na lepsze. Pokazuje, że marzenia mogą się spełniać, w najmniej oczekiwanym momencie. I, że z każdej porażki można wyjść z podniesioną głową :) Pokazuje, że po burzy zawsze wychodzi słońce, a porażkę zawsze można zamienić w sukces.

czwartek, 12 września 2013

Panaceum

Świetna obsada, elektryzująca zapowiedź filmu...Nie mogłam go ominąć.
Akurat w tym tygodniu odwiedził nas kuzyn, więc jeden dzień poświęciliśmy na wspólne oglądanie "Panaceum". Film Steven'a Soderbergh'a, pojawił się na ekranach polskich kin 19 kwietnia 2013 r. Główne role zagrała Catherine Zeta-Jones, Rooney Mara, Jude Law oraz Channing Tatum.
Fabuła opowiada o dziewczynie, która wpadła w depresję i próbuje popełnić samobójstwo. Trafia pod opiekę lekarza, który przepisuje jej silne środki antydepresyjne. Po nich zmienia się jej życie i samopoczucie. Zabija męża, który dopiero co wyszedł z więzienia, popada w dziwne stany odrętwienia i apatii.
Początek nudził mnie niemiłosiernie. Dziwne teorie bohaterki i jakaś dziwna atmosfera, sprawiły, że nagle chciałam zrobić sobie herbatę, pokroić ciasto, iść do łazienki. Po czasie zmienia się jednak  fabuła i akcja. To, co od początku wydawało się oczywistym, po czasie już takie nie jest. Akcja obraca się w pewnym momencie o 180 stopni. Kolejny raz korci mnie, by zdradzić całą fabułę i zakończenie. Niestety nie mogę. Ale bądźcie pewni, że to, co na początku było oczywiste, po czasie już takie nie jest. A to, co zakładaliśmy, okazuje się zupełnie czymś innym....

czwartek, 5 września 2013

"Niechciane" Kristina Ohlsson

                  "Niechciane" to poruszający thiller o aktualnym, rozszerzającym się problemie, związanym z porwaniami dzieci.

                W Sztokholmie dochodzi do serii porwań małych dzieci. Z czasem są one brutalnie mordowane. Ich zwłoki odnajdywano w szpitalach, w których przyszły na świat lub we własnych domach. Kto jest sprawcą? Czy policjantom uda się rozwikłać tę zagadkę? Czy zdążą uchronić kolejne dziecko przed tragedią? Czy znajdą złoczyńcę?
               Poszukiwaniami zajmuje się komisarz Alex Recht wraz z dwoma współpracownikami- policjantem Pederem Rydhem i kryminolog Frederiką Bergman.
               Książka wciąga od pierwszych stron. Z zapartym tchem czekałam na rozwiązanie zagadki. Tak bardzo chciałam się dowiedzieć, kto jest sprawcą, że przeczytałam ją w ciągu jednego dnia! Aż mnie korci, żeby zdradzić Wam zakończenie, ale powstrzymuję się, bo chcę, żebyście sami po nią sięgnęli. Dawno nie czytałam tak dobrego thilleru. Dodatkowym atutem jest fakt, że autorka porusza temat wciąż aktualny- zaginięcia dzieci. Książka uświadamia nam, że wokół nas może być pełno psycholi, którzy mają dziwne myśli i chorą psychikę. Dlatego uważajcie na swoje pociechy i miejcie je zawsze na oku :)

wtorek, 3 września 2013

Nalewki domowe



              Swój pierwszy wpis zaczynam od domowych nalewek. A to dlatego, że za oknem coraz zimniej i deszczowo. Zaczyna się czas, kiedy możemy się rozgrzać alkoholowymi trunkami. Wiśniówka, brzoskwiniówka, śliwkówka dodana nawet w niewielkiej ilości do herbaty, skutecznie nas rozgrzeje. Nalewki mają również inne właściwości. Mogą nas ochronić przed różnymi chorobami,  (jak angina czy grypa), mogą poprawić nastrój, działać antystresowo. Najlepszy czas na sporządzanie nalewek przychodzi na początku czerwca, kiedy pojawiają się truskawki, a potem maliny, brzoskwinie, morele. Pod koniec sierpnia warto z kolei zaopatrzyć się w aronie i śliwki. Właściwie ze wszystkich owoców można przygotować nalewki. Ich minusem jest jedynie to, że troszkę czasu zajmuje ich przetworzenie. Niektóre muszą być odstawione na 6 miesięcy. Wtedy nabierają odpowiedniego aromatu, smaku i koloru. Warto jednak czekać…

                Początkowo przepisów na nalewki szukałam na stronach internetowych. Ciocia zachęciła mnie jednak, bym zakupiła książkę Małgorzaty Caprari „Nalewki domowe”. Jestem zachwycona tym wyborem. Do lektury zachęca nas już kolorowa okładka i twarda, porządna oprawa. Środek zaś pełen jest ciekawych przepisów. Wszystko opisano krok po kroku, z uwzględnieniem właściwej ilości składników.

                Do większości przepisów, dołączono zdjęcia – nalewki w trakcie przygotowania lub po.  Obok każdego przepisy, autorka zaznaczyła działanie takiej nalewki. Możemy więc przyrządzić nalewkę, wybierając dany owoc lub dodatki (np. wanilię) lub ze względu na jej działanie. Podjęcie decyzji umożliwia indeks, zamieszczony na ostatnich stronach. Jeden z nich zawiera alfabetyczny spis nalewek, zaś drugi zawiera alfabetyczny spis niezbędnych produktów.  Każda nalewka ma przewrotną i ciekawą nazwą.

               Samą lekturę warto zacząć od pierwszych stron książki. Autorka wyjaśnia na nich początki stosowania nalewek oraz ciekawostki, związane z produkcją.

               W tym roku zrobiłam nalewkę z truskawek i malin. W tej chwili „odpoczywają” w piwnicy, ale już teraz mają piękne, krwiste i wyraziste kolory. Na swoją kolej czekają teraz nalewki z brzoskwini oraz śliwek. Są to oczywiście ilości do spożycia własnego, nie zajmuję się produkcją na szeroką skalę. Chcę jednak zaskoczyć rodzinę i znajomych własnym alkoholem oraz rozgrzać się w zimowe dni.

                    Pamiętajcie! Nalewka: „zziębniętego rozgrzeje, zniechęconego ożywi, zasmuconemu doda nadziei” (cyt. Małgorzata Caprari „Nalewki domowe”)!!!




poniedziałek, 2 września 2013

Początek....

Witam
Zaczynam dzisiaj swoją przygodę na tym portalu blogowym. To nie pierwsza przygoda z blogiem. Wcześniej miałam konta na konkurencyjnych stronach, dotyczyły one moje życia.
Na tej stronie też chciałam się po części podzielić swoim życiem. Będę zamieszczać recenzje książek i filmów, które widziałam, podzielę się ciekawymi przepisami i sprawdzonymi radami, dotyczącymi porządków domowych. Zapraszam do lektury :)