Swój pierwszy wpis zaczynam od domowych nalewek. A to
dlatego, że za oknem coraz zimniej i deszczowo. Zaczyna się czas, kiedy możemy się
rozgrzać alkoholowymi trunkami. Wiśniówka, brzoskwiniówka, śliwkówka dodana
nawet w niewielkiej ilości do herbaty, skutecznie nas rozgrzeje. Nalewki mają również
inne właściwości. Mogą nas ochronić przed różnymi chorobami, (jak angina czy grypa), mogą poprawić
nastrój, działać antystresowo. Najlepszy czas na sporządzanie nalewek
przychodzi na początku czerwca, kiedy pojawiają się truskawki, a potem maliny, brzoskwinie,
morele. Pod koniec sierpnia warto z kolei zaopatrzyć się w aronie i śliwki.
Właściwie ze wszystkich owoców można przygotować nalewki. Ich minusem jest
jedynie to, że troszkę czasu zajmuje ich przetworzenie. Niektóre muszą być
odstawione na 6 miesięcy. Wtedy nabierają odpowiedniego aromatu, smaku i
koloru. Warto jednak czekać…
Początkowo przepisów na nalewki szukałam na stronach
internetowych. Ciocia zachęciła mnie jednak, bym zakupiła książkę Małgorzaty
Caprari „Nalewki domowe”. Jestem zachwycona tym wyborem. Do lektury zachęca nas
już kolorowa okładka i twarda, porządna oprawa. Środek zaś pełen jest ciekawych
przepisów. Wszystko opisano krok po kroku, z uwzględnieniem właściwej ilości składników.
Do większości przepisów, dołączono zdjęcia – nalewki w
trakcie przygotowania lub po. Obok
każdego przepisy, autorka zaznaczyła działanie takiej nalewki. Możemy więc
przyrządzić nalewkę, wybierając dany owoc lub dodatki (np. wanilię) lub ze
względu na jej działanie. Podjęcie decyzji umożliwia indeks, zamieszczony na
ostatnich stronach. Jeden z nich zawiera alfabetyczny spis nalewek, zaś drugi
zawiera alfabetyczny spis niezbędnych produktów. Każda nalewka ma przewrotną i ciekawą nazwą.
Samą lekturę warto zacząć od pierwszych stron książki.
Autorka wyjaśnia na nich początki stosowania nalewek oraz ciekawostki, związane
z produkcją.
W tym roku zrobiłam nalewkę z truskawek i malin. W tej chwili
„odpoczywają” w piwnicy, ale już teraz mają piękne, krwiste i wyraziste kolory.
Na swoją kolej czekają teraz nalewki z brzoskwini oraz śliwek. Są to oczywiście
ilości do spożycia własnego, nie zajmuję się produkcją na szeroką skalę. Chcę
jednak zaskoczyć rodzinę i znajomych własnym alkoholem oraz rozgrzać się w zimowe
dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz