Już dawno nie czytałam tak wzruszającej książki. Ostatnio czytam same lekkie i przyjemne powieści, bo w końcu mamy wakacje ;) Ale dzisiaj, idąc na działkę, sięgnęłam przed wyjściem po leżącą od dawna na półce, książkę Ewy Weaver "Lalki z getta". To opowieść o nastoletnim żydowskim chłopcu, który odziedziczył po dziadku, długi płaszcz z dużą liczbą kieszeni, w której schowane były rodzinne pamiątki oraz kukiełki. Bohater zaczął od tej pory wystawiać teatrzyk kukiełkowy dla rodziny, a z czasem - dla młodych mieszkańców sierocińca, dla dzieci ze szpitala. O niezwykłych występach kukiełkarza dowiedział się również pewien nazista, który rozkazał Mice wystąpić przed swoimi kolegami. Od tej pory chłopiec walczy o honor i przetrwanie. Czuje się źle, występując przed nazistami, z czasem jednak widzi pozytywy całej sytuacji - pod swoim płaszczem ukrywa dzieci, które wypuszcza po stronie aryjskiej. Poznaje Janusza Korczaka i małych mieszkańców jego sierocińca. Niektórym z nich, udało się dzięki Mice, uciec z getta.
Żydzi nigdy nie mieli łatwego życia. Najgorszy czas to dla nich oczywiście II wojna światowa i eksterminacja tego narodu przez Niemców. Nienawiść do Żydów, ich wyizolowanie i zamknięcie w gettach, a potem masowe mordy, ukazuje właśnie ta powieść.
Łatwo się przy tej książce można wzruszyć, jest tak "wciągająca", że zostało mi dosłownie kilka stron, by ją dokończyć, a zaczęłam ją czytać dzisiaj. Polecam - tym, którzy interesują się Żydami i ich losem w czasie II wojny światowej, tym, którzy chcą poznać dzielnego i odważnego nastolatka, który pomaga innym, jest oddanym synem, który chroni swoją matkę, ale też ciotkę i kuzynkę.
Piękna, wzruszająca powieść. Polecam! :)
