"Labirynt", choć z dobrą obsadą (Hugh Jackman, Jake Gyllenhaal- lubię ich!), nie do końca do mnie przemówił. Film dotyczy porwania dwóch nastoletnich dziewczynek. Ponieważ policja nie potrafi sobie poradzić z odnalezieniem winnego, do akcji wkracza ojciec jednej z nich - Keller Dover. Uważa on, że wonnym jest pobliski sąsiad, niezbyt rozgarnięty chłopak. Porywa go i więzi w swoim starym domu, torturami zmusza go do mówienia prawdy i przyznania się do winy. Swoją drogą śledztwo prowadzi również detektyw Loki.
Film pokazuje, że wiecznym problemem są porwania dzieci, a winni są najczęściej sąsiedzi. Ten film pokazał mi również to,że w najbliższej okolicy może być pełno dziwnych, pokręconych (w negatywną stronę) ludzi. Brrr....Aż się boję teraz myśleć, kto mieszka obok ;)
Z kolei "Sęp" to nawet dobry polski thiller z gwiazdorską obsadą- Żebrowski, Przybylska, Małaszyński, Olbrychski, Grabowski itd. Chyba wszystkich starych aktorów wzięli do tego filmu.
Tytułowy Sęp to zdolny nadkomisarz, który dostaje nowe zlecenie. Ma znaleźć sprawców, którzy uprowadzają więźniów. Co się z nimi dzieje? Gdzie i za co trafiają?
UWAGA! SPOILER!
Na wszystkie pytania Sęp znajdzie odpowiedź, ale poświęci własne życie. Dla dobra chorującego chłopca, któremu po śmierci odda swe narządy i dla dobrego imienia policjantów. Mógł żyć i również przystąpić do grupy policjantów- byłych i obecnych, do żołnierzy, którzy bawią się w Bogów i decydują o ludzkim losie. To bowiem oni przechwytują więźniów, zabijają ich i wycinają im narządy, które potem przekazują do kliniki. Dyrektor tej kliniki również jest w tę sprawę zamieszany. Można powiedzieć, że jest nawet głównym sprawcom całej procedury. Wszystko to rozgrywa się na głównych szczeblach państwowych i administracyjnych...